Na przejeździe w Laskowicach kierowcy stoją nawet pół godziny, a temat wiaduktu znów wraca po trzech dekadach rozmów. Mieszkańcy mówią, że bez dróżnika jest po prostu gorzej.
Na przejeździe kolejowym w Laskowicach pod Świeciem kierowcy potrafią utknąć przy rogatkach nawet na 30 minut. Coraz częściej wraca też postulat budowy wiaduktu — o takim rozwiązaniu rozmawia się tu od 30 lat.
Jak podaje Radio PiK, mieszkańcy wskazują, że sytuacja pogorszyła się po odejściu dróżnika. Dziś przejazd obsługuje system zdalny, a oczekiwanie bywa dłuższe nawet wtedy, gdy nikt nie widzi przejeżdżającego składu po torach obok drogi.
Przemysław Zieliński, z Zespołu Prasowego Polskie Linie Kolejowe S.A., przekazuje, że urządzenia działają prawidłowo. Wyjaśnia, że rogatki są sterowane przez dyżurnego ruchu z nastawni na stacji Laskowice Pomorskie. Zamknięcia widoczne dla kierowców, gdy żaden pociąg akurat nie mija przejazdu, mają związek z sytuacją ruchową w stacji — to m.in. manewry składów, usuwanie defektów taboru czy zatrzymania z przyczyn niezależnych od obsługi przejazdu.
W praktyce oznacza to, że przejazd kolejowy w Laskowicach może zostać zamknięty na czas wykonania operacji na torach położonych w rejonie stacji. Kierowca widzi rogatki w dół — i czeka — choć pociąg nie przejeżdża bezpośrednio przez sam przejazd w danej chwili.
Na miejscu słychać jedno oczekiwanie: wiadukt. Mieszkańcy i kierowcy chcą bezkolizyjnego przejazdu nad torami, bo każdy dłuższy postój to zator na dojeździe do stacji i stratę czasu w drodze do pracy czy szkoły. O wiadukcie mówi się tu od trzech dekad, a temat wraca wraz z każdym okresem wzmożonych zamknięć rogatek.
Do czasu decyzji o inwestycji trzeba liczyć się z dłuższymi przerwami w ruchu kołowym, wynikającymi ze specyfiki pracy stacji Laskowice Pomorskie i zdalnego sterowania rogatkami przez dyżurnego. Tyle na dziś — mieszkańcy nadal czekają na przełom w sprawie bezkolizyjnego przejazdu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze