Po śmierci 11‑letniej dziewczynki w Jeziorze Zamkowym w Wąbrzeźnie burmistrz odpiera zarzuty, że zawiodły „oszczędności”, wskazując na długotrwały brak kadr ratowniczych — jak informuje Gazeta Pomorska.
Tragedia nad Jeziorem Zamkowym w Wąbrzeźnie poruszyła mieszkańców i natychmiast wywołała pytania o bezpieczeństwo nad wodą. W akcji poszukiwawczo‑ratunkowej brały udział liczne służby: strażacy, ratownicy WOPR, policja, zespoły ratownictwa medycznego, specjalistyczna grupa z Torunia oraz śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Dziewczynkę odnaleziono i podjęto z wody, a na brzegu prowadzono reanimację.
Pomimo długiej akcji i medycznych czynności ratunkowych życia 11‑letniej dziewczynki nie udało się uratować. Skala zaangażowania służb pokazuje, jak szybko uruchomiono procedury i jak trudne były warunki na miejscu.
Burmistrz Wąbrzeźna w oświadczeniu złożył kondolencje rodzinie i bliskim oraz przekazał, że pozostaje w kontakcie ze służbami. Urząd analizuje obowiązujące procedury, by ustalić okoliczności zdarzenia, a ratusz poprosił o poszanowanie prywatności rodziny. W kolejnym komunikacie burmistrz odniósł się do fali komentarzy o „oszczędnościach”, podkreślając, że problemem jest niedobór wykwalifikowanych ratowników, a nie cięcia finansowe.
Jak wyjaśnił, miasto od czasu modernizacji plaży co roku podejmuje próby uruchomienia kąpieliska z pełną obsadą — a to oznacza nie jedną osobę, lecz zespół ratowników, który pozwala prowadzić dyżury legalnie i bezpiecznie. Mimo ofert i rozmów nie udawało się skompletować składu. Burmistrz wskazał na trwający od lat, ogólnopolski deficyt kadr w ratownictwie wodnym. Samorząd próbował różnych dróg: organizował bezpłatne kursy dla przyszłych ratowników, zabiegał o powstanie lokalnej komórki WOPR i sondował dyżury przynajmniej w weekendy — bez efektu, który zapewniłby regularne działanie kąpieliska.
W przekazie władz padły też dwa fakty dotyczące samego zdarzenia: wypadek wydarzył się poza wyznaczonym kąpieliskiem, a pora była taka, że według standardowych godzin funkcjonowania takich miejsc dyżur ratowników mógł być już zakończony. To ważne rozróżnienie — nawet tam, gdzie działa kąpielisko, wsparcie ratownicze ma ściśle określone ramy czasu.
Na plaży funkcjonuje wodny, pływający plac zabaw. Ma regulamin, jest serwisowany i przechodzi przeglądy techniczne. Na miejscu pracownik kontroluje liczbę użytkowników i wydaje kamizelki asekuracyjne. Urząd akcentuje jednocześnie, że ta osoba nie pełni roli ratownika wodnego — to obsługa obiektu, nie służba ratownicza.
Miasto zapowiedziało też doposażenie miejscowej OSP w sprzęt do działań na wodzie. Z budżetu obywatelskiego ma zostać sfinansowany podwodny dron, który wesprze służby w podobnych akcjach. Ratusz prowadzi przegląd procedur po zdarzeniu — wyniki mają wyjaśnić okoliczności tragedii i wskazać możliwe korekty organizacyjne.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze