Bydgoszcz nie chce dłużej być statystycznym tłem dla Torunia. Podczas sesji Rady Miasta w czerwcu, prezydent Rafał Bruski jasno zadeklarował: czas na "statystyczny rozwód". Chodzi o zmianę w klasyfikacji NUTS3, która ma fundamentalne znaczenie dla przyszłości inwestycyjnej i gospodarczej miasta. Propozycja zyskała szerokie poparcie lokalnej sceny politycznej.
Dlaczego Bydgoszcz chce oddzielenia od Torunia w statystykach?
Bydgoszcz i Toruń funkcjonują obecnie jako jedna jednostka statystyczna w ramach klasyfikacji NUTS3, obejmującej podregiony o liczbie ludności od 150 do 800 tysięcy mieszkańców. Wspólny podregion bydgosko-toruński liczy 762 tysiące mieszkańców. Takie łączenie danych powoduje, zdaniem prezydenta Rafała Bruskiego, zacieranie różnic między miastami.
Podczas sesji Rady Miasta Bruski zwrócił uwagę, że agregacja danych uniemożliwia dokładną analizę sytuacji poszczególnych ośrodków i utrudnia dostęp do precyzyjnych informacji, niezbędnych do oceny potencjału gospodarczego.
Jakie zagrożenia niesie wspólna klasyfikacja Bydgoszczy i Torunia?
Prezydent wskazał, że brak rozdzielenia danych w ramach NUTS3 stanowi przeszkodę w skutecznym monitorowaniu uwarunkowań ekonomicznych i społecznych. Taki stan rzeczy utrudnia średnim i dużym inwestorom ocenę otoczenia biznesowego.
Przywołał również przykład fragmentu raportu o stanie województwa, w którym napisano: „W obszarze dwuośrodkowej metropolii bydgosko-toruńskiej jest opera, filharmonia, międzynarodowy port lotniczy, siedziba 6 jednostek NATO i uniwersytet badawczy”. Zaznaczył, że poza uniwersytetem wszystkie te instytucje znajdują się w Bydgoszczy, a istotna część wspomnianej uczelni – Collegium Medicum – również działa w Bydgoszczy. W jego ocenie taka forma prezentacji danych zniekształca obraz rzeczywistości.
Czy podział NUTS3 może przynieść konkretne korzyści dla Bydgoszczy?
Według prezydenta, oddzielenie statystyczne pozwoliłoby na lepszy dostęp do dokładnych danych, co przełożyłoby się na możliwość tworzenia bardziej szczegółowych analiz i pomiarów rozwoju gospodarczego. Dzięki temu możliwe byłoby skuteczniejsze planowanie lokalnych działań i lepsze dopasowanie polityki rozwojowej do potrzeb miasta.
Jak zaznaczył, to właśnie dokładne dane przyciągają uwagę inwestorów, którzy szukają precyzyjnych informacji o potencjale miejsca, w które planują zaangażować środki.
Polityczna zgoda ponad podziałami w obronie Bydgoszczy
Działania prezydenta Bruskiego poparli zarówno radni Koalicji Obywatelskiej, jak i Bydgoskiej Prawicy. Jakub Mikołajczak z KO podkreślił, że globalne firmy oceniają gospodarczy potencjał miast na podstawie szczegółowych danych.
Paweł Bokiej, przewodniczący klubu Bydgoskiej Prawicy, wyraził uznanie dla wystąpienia prezydenta w Toruniu i zgodził się co do potrzeby obrony interesów miasta. Dodatkowo Bruski podziękował radnemu Jarosławowi Wenderlichowi z PiS, który – jego zdaniem – jako jeden z nielicznych zabiega o interesy Bydgoszczy w sejmiku województwa.
Statystyka, która nie oddaje prawdy, nie może kształtować przyszłości
Rafał Bruski wskazuje, że wspólna klasyfikacja z Toruniem ukrywa realne różnice między ośrodkami. Z jego perspektywy przedstawianie Bydgoszczy i Torunia jako równorzędnych podmiotów w oficjalnych dokumentach to element polityki zarządu województwa polegającej na ukrywaniu tych różnic.
Wniosek o rozdzielenie statystyczne nie jest – jak zaznaczył – nawoływaniem do podziału województwa, lecz próbą zapewnienia dostępu do rzeczywistych danych, które mają kluczowe znaczenie dla planowania rozwoju gospodarczego i społecznego miasta.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze