Po trudnej sobocie niedziela w Grupa Moderator Arenie dała energię i zwycięstwo 84:64 z ŁKS Coolpack Łódź. Enea Abramczyk Astoria Bydgoszcz remisuje po pierwszym finałowym weekendzie 1-1.
Publiczność na Grupa Moderator Arenie usłyszała najpierw ciężkie westchnienie po sobotnim 71:85, a dobę później ryk ulgi po pewnym 84:64. Enea Abramczyk Astoria Bydgoszcz, prowadzona przez trenera Grzegorza Skibę, odbudowała się w niedzielę i wyrównała finałową serię z ŁKS Coolpack Łódź szkoleniowca Nikoli Avramovicia. To nie była tylko korekta. To była zmiana tempa, obrony i skuteczności, którą czuć było na trybunach.
Sobotni falstart kosztował drogo. Goście trafiali seriami za trzy – jeszcze przed przerwą uzbierali 24 punkty rzutami z dystansu, a ich prowadzenie sięgało 27:44. Astoria miała otwarte pozycje, jednak procent z łuku uderzył w wynik: 5/29. Chauncey Collins dodał impet – zakończył mecz z 23 punktami, a bydgoszczanie mimo pojedynczych zrywów nie zdołali skrócić dystansu. Końcowy rezultat: 71:85 (23:29, 19:25, 14:17, 15:14). Najwięcej dla gospodarzy rzucili wtedy Jakub Andrzejewski 15 i Patryk Kędel 14, solidnie pracował też pod koszem Adam Kemp 11.
Nazajutrz zaczęło się niewygodnie – szybkie 5:14 dla łodzian przypomniało sobotę. Potem jednak coś kliknęło. Bydgoszczanie zaczęli bronić wyżej i mocniej, a atak ruszył po przechwytach i zbiórkach. Gdy Karol Gruszecki dokończył akcję nad Jakubem Motylewskim, hala podniosła się z krzesełek i już nie usiadła. Do przerwy był remis 36:36, a Gruszecki miał już 17 punktów. Po zmianie stron gospodarze zyskali kontrolę: trójka Andrzejewskiego, półdystans Michała Chylińskiego, znów aktywny Kemp w pomalowanym – i wynik odjechał. Przed czwartą kwartą było 59:49, a w ostatniej części przewaga urosła do kilkunastu, a nawet dziewiętnastu oczek. Po faulu zwykłym i technicznym na Wiktorze Sewiole trzy rzuty wolne dodatkowo uspokoiły sytuację. Finisz bez nerwów: 84:64 (12:22, 24:14, 23:13, 25:15).
Statystycznie ten mecz miał innych bohaterów niż dzień wcześniej. Karol Gruszecki 22 był liderem punktowym, a za nim ustawili się Karol Kamiński 14, Patryk Kędel 13, Jakub Andrzejewski 12, Martyce Kimbrough 9 i Adam Kemp 9. Po stronie ŁKS najwięcej zdobyli Marcel Ponitka 14, Chauncey Collins 14 i Jaquan Carlos 12. Różnica nie wzięła się jednak tylko z punktów – agresywniejsza defensywa Astorii hamowała kontry rywali i dawała krótszą drogę do kosza. I to właśnie ten element może okazać się decydujący w kolejnych spotkaniach.
Pierwszy finał był zimny jak majowy deszcz. ŁKS zaczął od 5/5 z gry i prowadzenia 10:4, a po kolejnych trafieniach Norberta Kulona i Collinsa przewaga urosła do 27:41. Astoria próbowała odpowiadać wejściami i rzutami z rogów, lecz piłka uparcie odbijała się od obręczy. Wrażenie robiła kontrola tempa przez łodzian – przejścia z obrony do ataku, ustawienia w defensywie, wyczucie dystansu. Nawet gdy gospodarze schodzili ze straty -17 do -10, przyjezdni natychmiast gasili zryw przerwą i egzekucją. Tego dnia liczby były nieubłagane.
Po dwóch starciach jest 1-1, a seria przenosi się do Łodzi na następny weekend – zaplanowano tam dwa spotkania. Stawką jest powrót Astorii do ekstraklasy, więc margines błędu maleje z każdym dniem. Ten dwumecz pokaże, czy bydgoska obrona z niedzieli stanie się standardem, czy jednorazowym zrywem. Jeden pewnik już mamy: w tej rywalizacji przewaga będzie zmieniać ręce szybciej, niż tablica wyników zdąży mrugnąć.
Dla kibiców oznacza to konkret: przenosimy emocje z nad Brdy na łódzki parkiet, a finał koszykówki Bydgoszcz kontra Łódź wchodzi w decydującą fazę. Jeśli gospodarze nad Nerem nie znajdą recepty na twardszą obronę Astorii i jej ławkę punktów, seria może skręcić tam, gdzie każdy w klubie mierzy od początku sezonu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze