Wszystko zaczęło się od zakładu między prezydentami Bydgoszczy i Torunia. Po ogłoszeniu wyników drugiej tury wyborów prezydenckich stało się jasne, że Rafał Bruski będzie musiał przejechać rowerem z Bydgoszczy do Torunia. Choć pierwotnie planował zrobić to samotnie, na trasie towarzyszyło mu około 150 mieszkańców. Rajd rowerowy, który miał być formą realizacji warunków zakładu, zamienił się w wydarzenie o charakterze społecznym. Stał się przykładem aktywnego uczestnictwa bydgoszczan w życiu publicznym.
Zasady były jasne – prezydent miasta z niższą frekwencją w II turze wyborów przejeżdża rowerem na rynek miasta rywala. W Toruniu frekwencja wyniosła 74,70%, a w Bydgoszczy 73,23%. Prezydent Bruski przegrał, więc w piątek, 20 czerwca, ruszył z bydgoskiego Starego Rynku do Torunia.
Rejestracja uczestników ruszyła wcześniej i zakończyła się w ciągu dwóch dni. Limit miejsc ustalono na 150. Warunkiem udziału było posiadanie aplikacji „Aktywne Miasta” i uczestnictwo w rywalizacji o tytuł Rowerowej Stolicy Polski.
W rajdzie wzięło udział około 150 rowerzystów, w tym także goście spoza Bydgoszczy i jeden przedstawiciel Torunia. Na trasie o długości ponad 50 kilometrów przewidziano przystanek w Złej Wsi Wielkiej, gdzie czekał posiłek. W Przysieku do grupy dołączył prezydent Torunia Paweł Gulewski wraz z około 50 kolejnymi uczestnikami.
Wśród osób towarzyszących był m.in. Czesław Abramczyk. Prezydent Bruski podziękował mieszkańcom za spontaniczną chęć udziału w wydarzeniu, zaznaczając, że pierwotnie planował jechać sam.
Choć Bydgoszcz minimalnie przegrała w wyborczym zestawieniu, wydarzenie zyskało wymiar społeczny. Pokazało, że mieszkańcy potrafią się zmobilizować, by wziąć udział w obywatelskiej inicjatywie. Rajd stał się symbolem wspólnego działania i lokalnej solidarności – nie tylko między prezydentami, ale przede wszystkim między ludźmi.
Wybory to ważny moment – ale ich efekty mogą mieć dalszy ciąg. W tym przypadku – na dwóch kółkach.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze