Rafał Bruski wsiądzie na rower i pojedzie do Torunia. Choć Bydgoszcz przegrała frekwencyjny zakład z sąsiadami zza Wisły o zaledwie 1,47 punktu procentowego, to efekt społeczny całej akcji można nazwać sukcesem. I to po obu stronach.
Wszystko zaczęło się kilka dni przed drugą turą wyborów prezydenckich, gdy prezydenci Bydgoszczy i Torunia – Rafał Bruski i Paweł Gulewski – ogłosili wspólną inicjatywę profrekwencyjną. Założenie było proste: to miasto, które uzyska niższy wynik frekwencji, wysyła swojego włodarza na rowerową wyprawę do drugiego.
Rywalizacja miała charakter symboliczny, ale i nieco osobisty. Bruski rzucił rękawicę, a Gulewski odpowiedział entuzjastycznie, zachęcając mieszkańców do głosowania i... przygotowania pompki do roweru.
W II turze wyborów Toruń osiągnął wynik 74,70 proc., Bydgoszcz – 73,23 proc. Różnica wyniosła tylko 1,47 punktu procentowego. Choć nieznaczna, wystarczyła, by zakład został rozstrzygnięty. Rafał Bruski, zgodnie z umową, wyruszy w 60-kilometrową trasę z bydgoskiego Starego Rynku na Rynek Staromiejski w Toruniu. Kiedy dokładnie? Tego jeszcze nie wiadomo, ale prezydent zapowiedział, że słowa dotrzyma – mimo niedawno przebytej operacji biodra. Wiemy jednak, że sport nie jest mu obcy, a o dystansie – również tym symbolicznym – ma swoje zdanie. I choć po operacji biodra wciąż wraca do pełnej formy, nikt nie ma wątpliwości, że nie jest człowiekiem „miękkim”. Życzymy więc szybkiego powrotu do zdrowia i lekkich nóg na trasie!
– Wreszcie coś, co nie dzieli ludzi, tylko ich rozrusza – skomentowała pani Iwona z Osowej Góry. – Zamiast wiecznego hejtu, rower i konkret. Może i przegraliśmy, ale z klasą. Wbrew pozorom nie chodziło tu o żarty ani rywalizację dla samej rywalizacji. Frekwencja w obu miastach była wyższa niż średnia krajowa (71,63 proc.), a samo województwo kujawsko-pomorskie wypadło poniżej tego poziomu (67,88 proc.). To wyraźny sygnał, że niestandardowe działania samorządowców mogą skutecznie mobilizować mieszkańców do udziału w wyborach. Zakład pokazał, że frekwencja może być czymś więcej niż tylko procentem – może stać się powodem do dumy, elementem wspólnotowej gry.
Bydgoszcz i Toruń od lat rywalizują na wielu płaszczyznach. Tym razem stawką była demokracja – i trudno nie zauważyć, że właśnie taki pojedynek przynosi realne efekty. Brak negatywnej kampanii, za to jasne zasady i szczytny cel – to coś, czego w polskim krajobrazie politycznym bardzo brakuje.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze