W poniedziałek na Klinice Hematologii Szpitala Uniwersyteckiego nr 2 im. Biziela w Bydgoszczy pojawiły się paczki, uśmiechy i wsparcie. Stowarzyszenie „Dłoń Białej Mamy” i Fundacja DKMS spotkały się z chorymi – nie tylko z prezentami, ale i z konkretną zachętą do rejestracji dawców szpiku.
Na Klinice Hematologii Szpitala Uniwersyteckiego nr 2 im. Biziela to była inna niż zwykle mikołajkowa wizyta: obok personelu pojawili się wolontariusze, a na stolikach – paczki. W poniedziałek pacjentów odwiedziły Stowarzyszenie „Dłoń Białej Mamy” i Fundacja DKMS. W środku – skarpetki, ciastka, ręcznie malowane kubki. Oddział ma 25 łóżek, więc przygotowano tyle upominków, ile trzeba, plus zapas.
– Czasem kontakt z obcą osobą, która pokonała białaczkę i ma doświadczenie, jest bardzo ważny – mówi Weronika Kałużna, prezeska Stowarzyszenia „Dłoń Białej Mamy”. Od dwóch lat wraz z zespołem bywa tu regularnie: rozmawia z chorymi, organizuje warsztaty, latem dostarcza wodę. Kałużna sama leczyła się w Bydgoszczy, a przeszczep przeszła w Katowicach. Teraz pomaga innym przejść przez długą, często samotną hospitalizację – czasem to „tylko” podanie książki, czasem spełnienie drobnej zachcianki kulinarnej czy organizacja prania dla kogoś z daleka.
To wsparcie ma też wymiar bardzo konkretny. W ciągu ostatnich dwóch lat Fundacja DKMS przekazała oddziałowi 320 000 zł. Za te pieniądze kupiono m.in. zamrażarkę CryoCube F570 N, separator komórkowy Spectra Optia oraz specjalistyczne pojemniki do transportu preparatów komórek. Z kolei środki przekazane Stowarzyszeniu „Dłoń Białej Mamy” pozwoliły wyposażyć klinikę w 10 trenażerów oddechowych, 4 stojaki na kroplówki i analizator składu ciała.
Fundacja DKMS, która prowadzi bazę potencjalnych dawców szpiku, zachęca do rejestracji osoby w wieku 18–55 lat. Jak podkreślają wolontariusze, wciąż co piąta osoba nie znajduje zgodnego dawcy. Ważny jest namysł i gotowość: gdy przychodzi telefon, nie powinno być wycofania, bo po drugiej stronie jest pacjent czekający w euforii na przeszczep. O takich doświadczeniach rozmawiano też z „Rodzinka Przeszczepowa” – grupą osób po przeszczepie, która spotkała się z chorymi na oddziale.
Skąd „Dłoń Białej Mamy”? Weronika Kałużna mówi wprost: jest mamą trojga dzieci, a „biała” – bo przeszła białaczkę. – czasami wystarczy tylko wyciągnięta dłoń, dotyk, przytulenie i dzień staje się piękniejszy – dodaje.
O ten ludzki wymiar proszą też lekarze. – To niby drobny gest, ale przede wszystkim okazanie serca naszym pacjentom – mówił dr n. med. Piotr Płeszka, dyrektor ds. lecznictwa Szpitala Uniwersyteckiego nr 2 im. Biziela. I dlatego w tym miejscu, gdzie leczenie bywa długie, a czekanie na dawcę trudne, takie mikołajki znaczą po prostu więcej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze