Passa pękła, cel zrobiony. Enea Abramczyk Astoria Bydgoszcz po porażce w Łańcucie i wyniku rywali ma już zapewnione 1. miejsce po sezonie zasadniczym.
W Łańcucie koszykarze Enea Abramczyk Astorii Bydgoszcz zatrzymali swój zwycięski marsz, ale dopięli to, co liczy się w marcu najbardziej: prowadzenie w Bank Pekao S.A. I lidze mężczyzn na finiszu sezonu 2025/26. Dla kibiców z Bydgoszczy oznacza to, że w ostatnich czterech meczach trener może spokojniej zarządzać minutami liderów, a myślami już iść w stronę play-offów.
Mecz zaczął się jak z obrazka. Bydgoszczanie odpalili serię 9:0, a gospodarze długo nie mogli złapać rytmu. Chwilę później wszystko skomplikowało jednak zderzenie Karola Kamińskiego z Arturem Łabinowiczem. Za kontuzjowanego skrzydłowego rzuty wolne wykonał Jakub Andrzejewski, a Kamiński do gry już nie wrócił. Mimo kłopotów kadrowych pierwszą kwartę Astoria wygrała, schodząc z prowadzeniem 18:12.
Druga odsłona odwróciła obraz gry. Gospodarze złapali prowadzenie i nie oddali go do końca. Bydgoszczanie mieli otwarte pozycje, ale zabrakło im tego, co niosło ich przez ostatnie tygodnie — celną trójkę. W dwunastomeczowej serii zwycięstw Astoria nie schodziła poniżej 25% zza łuku; w Łańcucie ten element nie „odpalił”. Na 50 sekund przed końcem Martyce Kimbrough miał szansę podpalić końcówkę rzutem z dystansu przy wyniku 79:71, jednak piłka nie wpadła i nerwów już nie było.
Solvera Sokół Łańcut wygrał 79:71 po kwartach: 12:18, 24:14, 24:20, 19:19. Najskuteczniejsi w ekipie gospodarzy byli Artur Łabinowicz — 18 punktów — oraz duet z ławki: Oskar Hlebowicki i Maciej Kucharek po 13. Milan Milovanović dorzucił 16 i aż 10 zbiórek. W Astorii najwięcej rzucił Karol Gruszecki — 24 plus 10 zbiórek — a mocne wsparcie dali Jakub Andrzejewski (17) i Martyce Kimbrough (13). Adam Kemp dołożył 10 punktów.
Na kłopocie z Kamińskim się nie skończyło. Po przerwie trener Grzegorz Skiba stracił także Patryka Kędla, którego uraz wykluczył z dalszej gry. W końcówce piąte przewinienie złapał Adam Kemp, więc bydgoszczanie finiszowali praktycznie bez trzech ogniw rotacji. W I lidze, na wyjeździe i przy słabszej skuteczności z dystansu — to zbyt duży bagaż.
Co to zmienia dla kibiców? Decydująco — bo choć seria zwycięstw (aż 12 meczów) została przerwana, to margines bezpieczeństwa po całym sezonie pracy okazał się wystarczający.
Paradoks wieczoru polegał na tym, że porażka w Łańcucie przyszła ręka w rękę ze świętowaniem. ŁKS Coolpack Łódź przegrał w Warszawie z KKS Polonią Warszawa, co przypieczętowało 1. miejsce Astorii po rundzie zasadniczej. Nikt już bydgoszczan nie dogoni, a ostatnie kolejki posłużą do regeneracji i dopracowania szczegółów przed decydującą walką o awans.
Dla porządku sportowego obrazka warto dodać małą ciekawostkę z tablicy wyników. Poprzednia porażka w lidze — domowe starcie ze SKS-em Fulimpex Starogard Gdański — zakończyła się wynikiem 71:79. W Łańcucie padła dokładnie ta sama różnica i układ cyfr, tylko w drugą stronę. Taki klamrowy finisz serii bywa sportową zadrą, ale gdy w perspektywie są play-offy, liczy się zdrowie składu i świeżość liderów.
Końcówka sezonu zasadniczego w I lidze zawsze pracuje na rozstawienie przed ćwierćfinałami. Teraz to inni będą „szarpać” tabelę; bydgoska drużyna może w tym czasie skupić się na detalach — obronie pick-and-rolla, balansie rzutów i rotacji pod koszem — i dopilnować, by do fazy pucharowej wejść w pełnym zdrowiu. Trener Grzegorz Skiba sygnalizował, że ma przestrzeń, by w nadchodzących czterech meczach odciążyć najważniejszych graczy. I to właśnie jest największy zysk środowego wieczoru.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze