W środę w Collegium Medicum UMK w Bydgoszczy absolwentki i absolwenci pielęgniarstwa i położnictwa otrzymali czepki. To symboliczny koniec studiów i wejście do pracy.
Czerwone paski na czepkach dla położnych, czarne dla pielęgniarek – i morze emocji. W aulach Collegium Medicum w Bydgoszczy Wydział Nauk o Zdrowiu UMK uroczyście świętował czepkowanie nowych roczników. Dla nich to nie tyle finał studiów, co pierwszy krok na dyżury.
Byli wszyscy, którzy na co dzień towarzyszą im w nauce i pracy: władze uczelni i wydziału, wykładowcy, a także przedstawiciele szpitali z Bydgoszczy, Radziejowa i Grudziądza. Do tego samorząd zawodowy – delegacje Okręgowych Izb Pielęgniarek i Położnych z Bydgoszczy, Torunia i Włocławka – i rodziny, które ten moment współtworzą od pierwszego dnia studiów.
To tradycyjne nadanie symboli zawodowych. Położne otrzymują czepki z czerwonym paskiem, pielęgniarki – z czarnym. Prosty znak, który mówi: jesteśmy gotowe i gotowi nieść pomoc na oddziałach, od noworodkowych po chirurgiczne.
Były gratulacje, ale też przypomnienie, jak wielkie to zobowiązanie. – „Sztuczna inteligencja może zastąpić wiele zawodów, ale was nikt nie zastąpi” – powiedział prof. dr hab. Paweł Zalewski podczas uroczystości. Dodał, że w szpitalu filarami systemu są lekarze i pielęgniarki.
Dr hab. n. med. prof. Iwona Sadowska-Krawczenko, pediatra i neonatolog, mówiła o emocjach i praktyce codzienności. – „Do pacjenta podchodźcie zawsze z empatią” – podkreśliła, dopowiadając, że zaufanie i ciepło naprawdę leczą. Krótko, ale trafnie.
– „Otwieracie drzwi do zatrudnienia. Do zobaczenia na szpitalnych korytarzach” – zwrócił się do młodych Tomasz Krzysztyniak, przewodniczący Okręgowej Rady Pielęgniarek i Położnych w Toruniu. I to była chyba najprostsza mapa drogi: od promocji do pierwszego dyżuru.
Głos zabrały też osoby, dla których ten dzień jest zwieńczeniem kilku lat nauki. Absolwentka położnictwa Maria Łatka z Bydgoszczy mówi wprost: – „To powołanie”. A chwilę później dodaje, że pomagać kobietom przy porodzie to wielki zaszczyt.
Patryk Kilichowski, pielęgniarz z Grudziądza, opowiada, że na jego roku studiowało siedmiu mężczyzn. Pracuje już dwa miesiące w szpitalu wojskowym i chwali zespół chirurgii naczyniowej. – „Jesteśmy potrzebni, szczególnie na cięższych oddziałach” – mówi, bez owijania w bawełnę.
Co dalej? Teraz – jak usłyszeli – praca. Na oddziałach w Bydgoszczy i okolicznych miastach czekają zespoły, które liczą na świeżą energię i uważność młodych. A my, pacjenci, najpewniej szybciej niż myślimy spotkamy ich na dyżurach.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze