Brzózki pod Bydgoszczą wyrosły na turystyczną sensację: kolorowe murale inspirowane Vincentem van Goghiem ściągają gości z kraju i zza oceanu. Jak podaje Super Express, do wioski liczącej około stu mieszkańców zaglądają już m.in. przybysze z Chicago i Nottingham.
Między żółciami słoneczników i granatem nieba na ścianach domów spacerują turyści z aparatami — od rana słychać powitania. W Brzózkach, nieco ponad 30 km od miasta, murale inspirowane van Goghiem zmieniły rytm życia w wiosce z około 100 mieszkańcami. Przed jednym z kolorowych domów potrafią zatrzymać się setki osób dziennie, żeby zrobić zdjęcie i zamienić kilka słów z gospodarzami.
Pierwsze prace pojawiły się tu w 2016 roku. Zaczynało się od sprayu, później do gry weszły pędzle — i ręka po ręce, ściana po ścianie, artyści z Łodzi i Żnina ozdabiali kolejne budynki. Wzory nawiązują do najbardziej rozpoznawalnych płócien van Gogha, w tym do kompozycji inspirowanych gwiaździstym niebem, a obok murali wyrastają drewniane rzeźby. Skąd ten nagły ruch w tak małej wsi? Odpowiedź jest na elewacjach — to miejsce wygląda jak spacer po galerii pod chmurką.
Jedną z wizytówek wsi stała się Romana Adamska — mieszkanka Szubina i autorka ręcznie wykonywanych kwiatów, która część roku spędza w Brzózkach. Mówi, że popularność „wsi van Gogha” obudziła w niej dawną pasję do rękodzieła: zimą przez siedem miesięcy pracowała niemal codziennie, tworząc maki, margaretki, piwonie i słoneczniki. Jej kwiaty powstają z krepy i bibuły, z pomocą kleju na gorąco oraz elastycznych rurek; największe mają prawie 2 metry wysokości.
Do Brzózek przyjechała kiedyś turystka z Chicago i poprosiła o bukiet maków dla mamy. Adamska odtworzyła go z jednego zachowanego egzemplarza — policzyła płatki, rozłożyła wzór, złożyła nowy komplet. Później dostała wiadomość: 95‑letnia kobieta trzyma kwiaty na kolanach i płacze, bo przypomniała sobie Polskę. Takie historie krążą między podwórkami i murami jak najlepsza reklama.
Mieszkańcy opowiadają, że kiedyś można było wyjść rano w kapciach i nikogo nie spotkać; dziś pierwsze „dzień dobry” słychać wcześnie. Do Brzózek zjeżdżają nie tylko osoby z Torunia czy Warszawy — byli już turyści z Nevady i Nottingham. Jedna z odwiedzających ze Śląska pokonała trasę pociągami z kilkoma przesiadkami, a dwie turystki z Warszawy rozbiły tu namiot, bo chciały zostać dłużej. O miejscowości było głośno w mediach: w ubiegłym roku transmisja na żywo z jednego z podwórek pokazała krajowi, jak wygląda „wieś van Gogha” od środka.
Do Brzózek przyjeżdża się po konkret: przejść między muralami, zrobić zdjęcia, zajrzeć na podwórka, gdzie twórcy chętnie opowiadają o swoich pasjach, i kupić drobne pamiątki. W planach jest także wydarzenie plenerowe — w sierpniu ma się odbyć festyn, który może dołożyć jeszcze jedną cegiełkę do popularności miejsca. Dla wielu to pierwszy raz, ale część gości wraca co roku, bo wioska van Gogha Bydgoszcz — a dokładniej wioska pod Bydgoszczą — zmienia się, gdy przybywa kolejnych malowanych ścian.
Romana Adamska przyznaje, że sezon oznacza niekończący się ruch pod bramą, ale też setki rozmów i uśmiechów. A gdy ktoś zatrzyma się przy jej słonecznikach, to zwykle dopiero początek dłuższej opowieści o tym, jak z pasji i farby można zbudować miejsce na mapie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze