Jeszcze niedawno były symbolem lokalnej wspólnoty, gospodarczego pragmatyzmu i solidarności między sąsiadami. Dziś coraz częściej znikają z rejestrów – po cichu, bez protestów, bez strategii ratunkowej. W Międzynarodowy Dzień Spółdzielczości sprawdzamy, co naprawdę dzieje się ze spółdzielniami w województwie kujawsko-pomorskim. I czy w ogóle jest jeszcze o co walczyć.
Na koniec 2024 roku w regionie działały 544 spółdzielnie. O 2,5% mniej niż w roku poprzednim. Te dane nie biją po oczach, ale to właśnie w tym tkwi ich dramat – w stopniowym, niezauważalnym znikaniu. Spółdzielnie – choć wciąż obecne w rolnictwie, handlu i mieszkaniówce – tracą znaczenie. Starzeją się nie tylko ich członkowie, ale też idee i formy działania. W wielu miejscach brakuje ludzi, którzy chcieliby to pociągnąć dalej.
To nie firma. To nie fundacja. To coś pomiędzy – wspólna działalność gospodarcza, w której każdy członek ma równy głos, a zysk nie trafia do kieszeni właściciela, tylko służy całej wspólnocie. Brzmi idealistycznie? Taki właśnie był cel. Spółdzielczość zrodziła się w XIX wieku jako odpowiedź na wykluczenie, wyzysk i brutalny kapitalizm. W Polsce szczególnie silna była w rolnictwie, mieszkaniówce i usługach lokalnych.
Dziś, dla wielu młodych, słowo „spółdzielnia” brzmi jak relikt z podręcznika historii. A jednak – to wciąż może być realna alternatywa dla wyścigu szczurów. Pod warunkiem, że ktoś ją przetłumaczy na język współczesności.
W 2021 roku były dwie. W 2023 – osiemnaście. W 2024 – już trzydzieści pięć. A tylko w pierwszym kwartale 2025 powstało kolejnych siedemnaście. Razem: 74 zarejestrowane spółdzielnie energetyczne w Polsce. To nie rewolucja, ale wyraźny sygnał. W czasach drogiej energii i klimatycznego przesilenia, wspólne inwestowanie w OZE nabiera sensu.
Kujawsko-pomorskie, z potencjałem wiatrowym i słonecznym, ma realne szanse stać się liderem tego nowego modelu. Pytanie tylko, czy samorządy i mieszkańcy uwierzą, że spółdzielnia to nie przeszłość – tylko przyszłość.
Dane pokazują coś jeszcze: nierówność. W powiatach północno-wschodnich i wschodnich wskaźnik spółdzielni na 10 tys. mieszkańców spada poniżej 1,5. To niemal biała plama. Z kolei południowy zachód województwa wciąż utrzymuje spółdzielcze struktury – tam tradycje lokalne są silniejsze, a władze mniej obojętne.
W regionie działa 59 spółdzielni socjalnych – to około 5% krajowego stanu. Zatrudniają osoby wykluczone, bezrobotne, z niepełnosprawnościami. Dają pracę, ale i sens. Łączą cel gospodarczy z realną zmianą społeczną. Pokazują, że spółdzielczość nie musi być ani siermiężna, ani archaiczna.
To wciąż nisza. Ale może właśnie ta nisza najlepiej pokazuje, że można inaczej. I że jest dla kogo.
Jeszcze 25 lat temu spółdzielnie mieszkaniowe oddawały 30 tys. lokali rocznie. Dziś – ułamek tej liczby. Od czasu likwidacji Krajowego Funduszu Mieszkaniowego i cięcia preferencyjnych kredytów, inwestycje zamierają. Zamiast nowych bloków – długi czynszowe i kosztowne remonty.
Choć spółdzielnie nadal zarządzają 2 mln mieszkań, ich kondycja jest daleka od dobrej. Ale to też dowód, że nie zniknęły – po prostu nie mają już siły i zasobów, by grać pierwsze skrzypce.
Bez ludzi nie będzie żadnej wspólnoty. Program Liderski PAFW przeszkolił niemal 900 osób – społeczników, animatorek, lokalnych aktywistów. To oni mogą tchnąć nowe życie w spółdzielczość. Ale potrzebują więcej niż zapału – potrzebują narzędzi, wsparcia, przestrzeni do działania.
Tu jest pole do popisu dla samorządów i funduszy. Bo spółdzielnia to nie struktura – to relacja. Między ludźmi, którzy chcą coś zrobić razem.
Kujawsko-pomorskie rozwija się w usługach, logistyce, przemyśle. Transformacja energetyczna trwa. Zielone technologie wchodzą do firm, startupy pojawiają się w Bydgoszczy i Toruniu. Pytanie brzmi: czy w tym nowym ekosystemie jest miejsce na nowoczesne spółdzielnie?
Takie, które nie są sentymentalnym wspomnieniem PRL-u, tylko realną odpowiedzią na współczesne problemy. Takie, które będą elastyczne, lokalne i społeczne. Czyli dokładnie takie, jak trzeba.
Da się to odwrócić. Ale nie przez apel. Potrzebne są działania: uproszczenie przepisów, realne wsparcie finansowe, kampanie pokazujące, że „wspólnie” to nie archaizm, tylko przyszłość.
Ministerstwo Rolnictwa wspiera już spółdzielnie rolnicze. Powstają nowe modele – energetyczne, socjalne, usługowe. Eksperci mówią jasno: to może zadziałać. Ale tylko, jeśli przestaniemy traktować spółdzielnię jak muzealny eksponat.
Bo bez ludzi, którzy wierzą, że da się coś zrobić razem – nie zostanie nic.

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze