Reklama

Ekstraklasa wraca do Bydgoszczy. Astoria wygrywa 96:87


Po piątym, nerwowym starciu finału I ligi koszykówki Enea Abramczyk Astoria Bydgoszcz pokonała ŁKS Coolpack Łódź 96:87 i przywróciła miastu ekstraklasę. MVP finałów wybrano Karola Kamińskiego.


W Bydgoszczy trybuny eksplodowały, gdy Michał Chyliński trafił zza łuku na 86:77. Chwilę później zrobiło się gorąco, bo goście jeszcze doskoczyli, a ostatnie 32 sekundy dłużyły się jak wieczność. Enea Abramczyk Astoria Bydgoszcz utrzymała jednak prowadzenie i zamknęła finał wynikiem 96:87. To oznacza powrót koszykarskiej elity do miasta.

96:87 po dreszczowcu. Przełom w trzeciej kwarcie

Początek pachniał remisem — po pierwszej kwarcie tablica pokazała 20:20, a na przerwę ŁKS Coolpack Łódź schodził z minimalnym prowadzeniem 38:41. Po zmianie stron Astoria zagrała agresywniej i szybciej. Twarda obrona oraz pewna ręka z dystansu zrobiły różnicę: w 32. minucie gospodarze odskoczyli do 74:62 po serii trójek Karola Kamińskiego. Łodzianie gonili do samego końca, ale nie odebrali bydgoszczanom kontroli nad meczem.

Reklama

Karol Kamiński MVP finałów, Kimbrough znów skuteczny

Kto pociągnął zespół, gdy ważył się los awansu? Karol Kamiński — dorzucił 34 punkty, trafił pięć razy zza łuku i zasłużenie sięgnął po tytuł MVP finałów. Od pierwszych minut odpowiedział też Martyce Kimbrough: po serii słabszych występów w tej rywalizacji błyskawicznie otworzył mecz, miał 14 do przerwy i skończył z 27. Pod obręczami ciężar gry wziął Adam Kemp (15), a w kluczowej chwili za trzy przymierzył Michał Chyliński. Gdy na sektorach rozbrzmiało „Wiara jest w nas”, stało się jasne, że tej nocy świętować będą gospodarze.

Po stronie gości największym zagrożeniem był Jaquan Carlos — rozgrywający ŁKS Coolpack Łódź uzbierał 36 punktów i trzymał łodzian w grze do ostatnich akcji. Reszta drużyny dokładała swoje, ale rozpędzonej Astorii nie udało się zatrzymać.

Reklama

Trzecie podejście w trzy lata. Tym razem skuteczne

Ten awans rodził się długo. Dwa lata temu lepszy był Górnik Wałbrzych, a w poprzednim sezonie bydgoszczanie przegrali piąte spotkanie finału z Miastem Szkła Krosno. Teraz Enea Abramczyk Astoria wygrała rundę zasadniczą, notując zaledwie 5 porażek, ale i tak o wszystkim decydował mecz numer pięć. Trener Grzegorz Skiba ponownie wprowadził klub do elity — pierwszy raz zrobił to w 2019 roku, wtedy po trzech zwycięstwach ze Śląskiem Wrocław. Dziś dopiął celu po znacznie trudniejszej serii.

Trudniejszej także kadrowo. W pierwszym meczu finału w Łodzi kontuzji doznał skrzydłowy Patryk Kędla, co skróciło rotację pod koszem i oznaczało dla Adama Kempa więcej minut bez nominalnego zmiennika. Mikołaj Jamiołkowski dopiero wracał do zdrowia, przez co możliwości gry „w trumnie” były ograniczone. Największą zagadką stała się forma najlepszego strzelca zespołu, Martyce’a Kimbrough — w czterech wcześniejszych meczach z ŁKS jego dorobki punktowe były niskie, ale w decydującym spotkaniu wrócił na swój poziom i dał zespołowi rytm.

Reklama

A co to oznacza dla kibiców? W kolejnym sezonie do miasta przyjadą zespoły ekstraklasy, a hala znów zobaczy najlepszą ligę w kraju. Dla fanów to więcej wieczorów z koszykówką na najwyższym poziomie, dla klubu — awans Astorii Bydgoszcz i szansa na ugruntowanie pozycji w elicie.

Na koniec liczby domykające obraz finału: poszczególne odsłony ułożyły się 20:20, 18:21, 30:19 i 28:27. Najlepsi strzelcy Astorii to Karol Kamiński (34), Martyce Kimbrough (27) i Adam Kemp (15), a po stronie ŁKS błyszczał Jaquan Carlos (36). Statystyki mówią sporo, ale nie oddają hałasu, który niósł się z trybun po końcowej syrenie.

Reklama

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo TakajestBydgoszcz.pl




Reklama