Na drodze w miejscowości Czarne 23-letni kierowca BMW celowo wprowadził auto w poślizg i wpadł na motocyklistę. Od 30 marca takie popisy w ruchu są wprost zakazane nowymi przepisami.
W miejscowości Czarne na drodze publicznej 23-letni kierowca BMW z pasażerką „zakręcił kołami” tak agresywnie, że auto zsunęło się przez oś jezdni i uderzyło w prawidłowo jadącego motocyklistę. To wypadek drogowy Czarne, który skończył się transportem poszkodowanego do szpitala. Medycy ocenili obrażenia jako niegroźne, ale uderzenie na szosie zostawiło po sobie i ślad na nawierzchni, i strach w oczach świadków. Kierowca usłyszał od policjantów konsekwencje już na miejscu.
Według ustaleń funkcjonariuszy mężczyzna celowo „palił gumę”, aż poszły kłęby dymu. Gdy puścił hamulec, samochód zatoczył się po jezdni i przeciął na drugi pas, gdzie akurat przejeżdżał motocyklista. „On powinien uważać, widząc kłęby dymu” — miał powiedzieć policjantom 23-latek. Ten komentarz tylko dopełnia obrazu ryzyka, jakie zafundował innym na zwykłej, publicznej drodze.
Policjanci nie mieli wątpliwości, kto stworzył zagrożenie i uszkodził asfalt. Zatrzymali prawo jazdy kierowcy — to mieszkaniec Włocławka — a jego sprawę kierują do sądu. Motocyklista, choć miał szczęście do skali obrażeń, realnie nie miał szans przewidzieć manewru auta, które wpadło w celowy poślizg i wylądowało na jego torze jazdy. Tu nie zawiodła „czujność”, tylko czyjaś rozsądek.
Te kilka sekund dymu spod opon może teraz kosztować lata problemów. Bo oprócz zdrowia poszkodowanego i zniszczonej nawierzchni, w grę wchodzą też formalne konsekwencje. Sprawa trafi na wokandę — i to sąd zdecyduje o dalszych sankcjach.
Ta sytuacja zgrywa się w czasie z wejściem w życie nowej regulacji. Od 30 marca przepisy wprost zakazują kierowania pojazdami silnikowymi lub motorowerami w sposób, który powoduje celowy poślizg kół albo celową utratę styczności z nawierzchnią choćby jednego z kół. W praktyce: „driftowanie” i palenie opon na ulicach, placach czy skrzyżowaniach nie jest już tylko przejawem brawury — to czyn zabroniony przepisami ruchu drogowego.
Dla kierowców oznacza to prostą zasadę: pokazy i efektowne uślizgi zostawia się torom i zamkniętym obiektom, a nie zwykłym ulicom. Dla mieszkańców to szansa na mniej ryzykowne sceny pod oknami i mniej zniszczonej jezdni — asfalt nie lubi takiego traktowania, co widać po czarnych śladach i wykruszonych fragmentach. Nad przestrzeganiem nowych reguł czuwa Komenda Wojewódzka Policji w Bydgoszczy wraz z jednostkami w regionie.
W opisywanym zdarzeniu policjanci już zareagowali: prawo jazdy zatrzymane, sprawa w sądzie. To tam zapadnie decyzja, co dalej z 23-latkiem z Włocławka, który wybrał dym spod opon zamiast zdrowego rozsądku.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze