Lód pękł w kilka sekund, a dziewczynki zanurzyły się niemal po szyję. Dwóch przechodniów, w tym Oleksandr Bołotow, zdążyło — gałąź, szalik, brzeg.
To był ratunek na Kanale Bydgoskim z gatunku tych, które pamięta się latami. W sobotę, 10 stycznia pod dwiema 9-latkami — bliźniaczkami bawiącymi się na kruchym lodzie — załamała się tafla. Zimna woda po szyję, krzyk, panika. I szybkie decyzje.
Z pobliskiego mostu sytuację zobaczył Oleksandr Bołotow, były oficer ukraińskiej policji. Zbiegł na brzeg. Do działania wciągnął drugiego mężczyznę, który akurat był w pobliżu — we dwóch wymyślili najprostszy sprzęt: gruba gałąź i szalik. Sięgnęli przez przerębel, dociągnęli dziewczynki do krawędzi lodu, potem do trawy. W chwilę później na miejsce wjechali zaalarmowani strażacy i zespół ratownictwa medycznego. Najpierw adrenalina. Potem ulga.
Mężczyzną, który jako pierwszy ruszył, był Oleksandr Bołotow — obywatel Ukrainy, były policjant. Jak przekazał Marek Jeleniewski, przewodniczący Komisji Samorządności i Bezpieczeństwa Publicznego Rady Miasta Bydgoszczy, Bołotow mieszka na Błoniu, w Bydgoszczy bywa w weekendy, a na co dzień pracuje na Śląsku. Radny zaprosił obu mężczyzn do ratusza, by osobiście podziękować za uratowanie życia dziewczynek. W poniedziałek, 12 stycznia ustalono też tożsamość drugiego z ratowników. Bołotow nie szuka rozgłosu — jak relacjonuje Jeleniewski, powiedział tylko: „Każdy na jego miejscu postąpiłby tak samo”.
Bydgoszcz zna podobne historie. Filip Dworzecki, emerytowany policjant związany z zespołami wodniackimi bydgoskiej policji, pomagał ratować dzieci z Bałtyku i wyciągnął z wody dorosłego, który pierwszy skoczył im na pomoc. W październiku 2022 roku posterunkowy Marcin Rychczyński wskoczył w mundurze do Brdy, by ocalić 67-latkę — został za to uhonorowany medalem Unitas Durat Palatinatus Cuiaviano-Pomeraniensis.
Dziękujemy — prosto i głośno — tym, którzy nie odwracają wzroku.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze