90 procent pieniędzy idzie na schroniska, koty zostają z tyłu. Mieszkanki Bydgoszczy opublikowały pierwszy ogólnopolski raport o bezdomności zwierząt i pokazują, gdzie system przecieka.
Bydgoszczy zawdzięczamy dokument, o którym będzie głośno w gminach. Katarzyna Kuling i Joanna Studzińska ze Stowarzyszenia Stukot oraz Agnieszka Olszak ze Stowarzyszenia Troskliwe Oko przygotowały – w ramach projektu sPrawa Bezdomnych Zwierząt – pierwszy w Polsce, ogólnokrajowy raport o bezdomności zwierząt. Dwa lata pracy. Bez etatu, w wolontariacie.
Publikacja nosi tytuł „Bezdomność zwierząt w Polsce – ogólnopolski raport z realizacji gminnych programów opieki nad zwierzętami bezdomnymi oraz zapobiegania bezdomności zwierząt”. Sprawdza, jak samorządy wykonują coroczne programy wynikające z ustawy o ochronie zwierząt — czyli realny test tego, co dzieje się z psami i kotami po wyjściu z uchwał i budżetów. Autorki włączyły też głos praktyków: schronisk, lekarzy weterynarii, organizacji społecznych i społecznych opiekunów zwierząt.
Podstawa? Dane z trybu dostępu do informacji publicznej od wszystkich 2477 gmin i dotyczące realizacji programów w 2022 roku. Do tego porównanie z wynikami kontroli Najwyższej Izby Kontroli z 2024 roku i z danymi od Głównego Lekarza Weterynarii. To szeroki obraz, nie wycinek.
Wnioski są twarde jak liczby. Około 90 proc. gminnych budżetów pochłania odławianie i utrzymanie zwierząt (głównie psów) w schroniskach. Tymczasem działania, które realnie ograniczają liczbę porzuceń — kastracje, elektroniczne znakowanie i edukacja — dostają grosze. Koty? W wielu gminach wciąż bez adekwatnej pomocy, a niejednoznaczne przepisy dodatkowo rozmywają odpowiedzialność. Do tego dochodzą braki miejsc w schroniskach oraz kłopoty z dostępem do całodobowej opieki weterynaryjnej.
Raport uderza też w źródło problemu: brak odpowiedzialności właścicieli. Chodzi o kontrolę płodności, znakowanie, zabezpieczenie przed ucieczkami i porzucenia. Bez tego – spirala trwa.
Materiał złożono z tysięcy dokumentów i odpowiedzi z urzędów. „Zebranie danych, ich przetwarzanie i opisywanie było bardzo pracochłonne” — mówi Joanna Studzińska ze Stowarzyszenia Stukot. I dodaje: „Całą tę pracę wykonałyśmy w ramach wolontariatu”.
Cel zespołu jest jasny: nie tylko opisać problem, ale przesunąć akcenty. „Chcemy, by system faktycznie ograniczał bezdomność, a nie tylko zajmował się skutkami” — podkreśla Katarzyna Kuling. To znaczy więcej środków na kastracje i znakowanie, mniej reakcji „po fakcie”.
Chcesz zajrzeć do dokumentu? Pełny raport jest dostępny jest TUTAJ Jeśli działasz w samorządzie, organizacji, schronisku albo po prostu masz psa lub kota, przeczytaj i wyciągnij wnioski.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze