Jedno spotkanie, pełny stadion i szansa na historię — Zawisza Bydgoszcz gra z Górnikiem Zabrze o finał Pucharu Polski. Zbigniew Boniek mówi wprost: jeśli będzie finał, będą garnitury.
Na stadionie przy ul. Gdańskiej w Bydgoszczy dziś wieczorem zapadnie werdykt: jest finał albo koniec marzeń. To półfinał Pucharu Polski w Bydgoszczy i pierwszy rywal z Ekstraklasy w tej edycji — Górnik Zabrze. Pierwszy gwizdek o 18:00. Jeśli Zawisza wjedzie na Stadion Narodowy, Zbigniew Boniek — wychowanek klubu — obiecał drużynie elegancką nagrodę: nowe garnitury.
To mecz na jednokrotną próbę, bez dogrywek w kalendarzu i bez marginesu na kalkulację. Zespół trenera Michala Gasparika — Górnik Zabrze — jest w lidze w czołówce, zajmuje 3. miejsce, ale dziś priorytetem są rozgrywki pucharowe. Z południa kraju przyjeżdża niemal 2 tys. kibiców, reszta trybun — około 18 tysięcy — ma zagłuszyć gości i pchać bydgoszczan do finału. Czy taki scenariusz już się u nas zdarzał? Tak, i to nie raz — Puchar Polski kocha niespodzianki.
Przeciwnik w weekend ma w planie prestiżowe starcie z Legią Warszawa, jednak cały zabrzański fokus jest teraz na Bydgoszczy. Zawisza zna ciężar takich wieczorów i nie ukrywa ambicji. „Kto nam zabroni marzyć” — mówią w klubie, który prowadzi w tabeli grupy drugiej III ligi i w pucharze już zaskakiwał.
Lukas Podolski, mistrz świata z 2014 roku i współwłaściciel Górnika, wciąż jest czynnym piłkarzem. Pojawia się na boisku rzadziej: w tym sezonie uzbierał 217 minut w 13 meczach, ani razu nie zaczynając w wyjściowym składzie. Ma niemal 41 lat, ale jego nazwisko w protokole zawsze elektryzuje trybuny — także w Bydgoszczy. Jeśli wejdzie na plac, przy Gdańskiej zrobi się naprawdę głośno.
Skład to wyłączna decyzja trenera, jednak sama obecność tej ikony światowego futbolu dodaje meczowi rangi. To jeden z tych wieczorów, kiedy miasto żyje piłką, a stadion staje się sceną, na której może wydarzyć się wszystko.
Bydgoszczanie już zafundowali pucharową sensację, eliminując na Gdańskiej lidera I ligi — Wisłę Kraków — po efektownym 4:1. Kapitalny mecz rozegrał wtedy Michał Cywiński, którego uderzenia i podania rozgrzały trybuny. W ćwierćfinale Zawisza znów wytrzymał napięcie i wyeliminował II-ligową Chojniczankę w serii rzutów karnych. Dopiero teraz, w półfinale, przyjeżdża ekipa z Ekstraklasy — i to taka, która celuje wysoko.
Puchar Polski bywa przewrotny. Kiedyś wygrała go III-ligowa Lechia Gdańsk (1983), niedawno do półfinału doszła III-ligowa Unia Skierniewice. Ta ścieżka jest trudna, ale otwarta dla odważnych.
Zbigniew Boniek — Bydgoszczanin i wychowanek Zawiszy — dorzucił drużynie konkretną motywację: jeśli będzie finał, piłkarze dostaną eleganckie garnitury. To gest, który dobrze wybrzmiewa przy Gdańskiej, bo pamięć o triumfie z 2014 jest tu żywa. Dziesięć lat temu Zawisza zdobył Puchar Polski, a w półfinale wyeliminował… Górnika Zabrze. Grano wtedy dwa mecze — padły wyniki 2:1 i 3:0 dla bydgoszczan.
Teraz format jest surowszy: jeden wieczór, jeden werdykt. Stawką jest finał na Stadionie Narodowym w Warszawie i szansa, by znów napisać rozdział, o którym będzie się mówić latami. A jeśli się uda — o szyk na wielką scenę zadba człowiek, który w tym mieście zna każdy zakręt kariery piłkarza.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze