Czy urząd jest dla obywatela, czy obywatel dla urzędu? To pytanie przez lata rozbrzmiewało wśród tych, którzy musieli brać urlop, by załatwić najprostsze formalności. Teraz ma się to zmienić – rząd wdraża reformę, która wreszcie dostosuje godziny pracy administracji do rzeczywistości.
Jeszcze niedawno trudno było wyobrazić sobie wizytę w urzędzie po godzinie 16:00. Standardowe godziny otwarcia – 8:00–16:00 – wykluczały możliwość załatwienia spraw po pracy. Dla wielu obywateli oznaczało to jedno: dzień wolny w pracy albo przepychanki z czasem. Reforma ogłoszona przez rząd na rok 2025 ma to zmienić. W myśl nowych przepisów urzędy mają zapewnić elastyczny czas pracy – tak, by przynajmniej raz w tygodniu być dostępne także po południu.
"Ja pracuję do 17, więc zawsze musiałem kombinować z godzinami pracy albo brać wolne. Jak urząd będzie otwarty do 18, to w końcu będę mógł normalnie załatwić sprawę – jak człowiek", mówi pan Krzysztof z bydgoskiego Fordonu.
Reklama
Choć zmiany dotyczą przede wszystkim administracji rządowej, korpusu służby cywilnej i instytucji takich jak IPN czy RIO, ich skutki odczują również mieszkańcy Bydgoszczy. Nowe regulacje zakładają, że to kierownicy poszczególnych jednostek – po konsultacji z pracownikami – zdecydują o konkretnym harmonogramie. Praca może zaczynać się o 7:00 i kończyć o 15:00, ale możliwe będzie też przesunięcie godzin – na przykład od 10:00 do 18:00.
Kluczowym założeniem reformy jest utrzymanie ośmiogodzinnego dnia pracy – z tą różnicą, że jego początek i koniec nie muszą już sztywno mieścić się w ramach „urzędowych godzin”. Co najmniej raz w tygodniu urzędy będą musiały być otwarte również w godzinach popołudniowych – co w praktyce oznacza dostępność do godziny 18:00. Władze liczą, że zmniejszy to kolejki, a urzędnikom da więcej przestrzeni na spokojne rozwiązywanie spraw.
Nowy model pracy nie powstał w próżni. Wzorowany jest m.in. na rozwiązaniach znanych z Niemiec, Francji i Holandii – tam urzędy funkcjonują często w elastycznym trybie, odpowiadając na potrzeby mieszkańców, a nie urzędniczych grafików. Polska reforma to krok w stronę administracji bardziej przyjaznej dla obywatela.
To, jak nowe przepisy będą wdrażane, zależy od lokalnych kierowników urzędów. Reforma nie narzuca jednego sztywnego schematu – i to może być zarówno jej siła, jak i ryzyko. W Bydgoszczy już pojawiają się pytania, czy elastyczne godziny faktycznie zostaną wprowadzone we wszystkich placówkach objętych zmianą. Od decyzji kadry kierowniczej zależy, czy mieszkańcy faktycznie poczują różnicę.
Z punktu widzenia obywatela zmiany mogą być korzystne. Dla urzędników – to poważne wyzwanie organizacyjne. Wprowadzenie ruchomego czasu pracy, rotacji czy dyżurów wymaga odpowiedniego przygotowania kadrowego i organizacyjnego. Zmiana przyzwyczajeń nie będzie łatwa – ale może zaowocować mniejszym stresem i bardziej płynną obsługą interesantów.
Nowy model działania administracji nie kończy się na samej zmianie godzin. To element szerszej strategii cyfryzacji – coraz więcej spraw ma być możliwych do załatwienia online, bez potrzeby fizycznego stawienia się w urzędzie. Dłuższe godziny mają być uzupełnieniem, a nie podstawą kontaktu obywatel–urzędnik.
Jeśli bydgoskie placówki rzeczywiście dostosują się do reformy, mieszkańcy zyskają możliwość załatwienia spraw po pracy – bez stresu, bez urlopu, bez biegu z zegarkiem w ręku. To może być początek nowej kultury kontaktu obywatela z urzędem – bardziej ludzkiej i otwartej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze