Policyjny dron unosi się nad przejściem, a pod nim – codzienność bydgoskich ulic. Kierowcy przyspieszają, piesi ryzykują przebiegnięcie na czerwonym. W czwartek znów sypnęło mandatami. Technologia nie ma skrupułów, a „Bezpieczny Pieszy” wszedł w kolejną fazę.
W czwartek, 3 lipca 2025 roku, policjanci bydgoskiej „drogówki” przeprowadzili kolejną odsłonę działań „Bezpieczny Pieszy”. Tym razem – z dronem, który nie tylko rejestrował wykroczenia, ale momentami wręcz je polował. W rejonie ulicy Wojska Polskiego, gdzie zlikwidowano kładkę i utworzono klasyczne przejście naziemne, policyjna technologia miała pełne ręce... a raczej śmigła... roboty.
W ciągu jednego dnia skontrolowano 118 osób – 41 pieszych i 77 kierowców. Najczęstsze grzechy? Klasyka: przekroczenie prędkości w pobliżu pasów (55 przypadków), przechodzenie w miejscu niedozwolonym (35 przypadków) oraz nieustąpienie pierwszeństwa (13 razy).
„Tu się zawsze spiesza. Ale jak się dron pojawia, to nagle każdy robi się święty” – mówi z uśmiechem starszy mężczyzna obserwujący działania policji z przystanku przy Wojska Polskiego.
To nie pierwsza tego typu akcja w Bydgoszczy. W lutym policja ujawniła 120 wykroczeń, w grudniu zeszłego roku – 95. Drony latają coraz częściej, monitoring ITS działa, a mimo to liczby nie maleją. I nie chodzi tu o złośliwość kierowców czy pieszych. Po prostu tempo miasta wymusza czasem złe decyzje.
Z danych policyjnych wynika, że większość wykroczeń popełniają mężczyźni. W wakacje rośnie też liczba niebezpiecznych zachowań – ludzie się spiesza, piesi czują się zbyt pewnie, pogoda usypia czujność.
Tymczasem wiele lokalnych modernizacji – jak wspomniana ul. Wojska Polskiego – zamiast pomóc, potęguje zamieszanie. Zlikwidowana kładka nie została zastąpiona sygnalizacją świetlną z pełną detekcją ruchu. Efekt? Nagminne naruszenia.
Policja chwali drony i monitoring. Faktycznie – nowoczesny sprzęt pozwala rejestrować wykroczenia bez udziału patrolu. Można działać zdalnie, reagować natychmiastowo. Problem w tym, że samo widzenie to za mało. Brakuje edukacji.
Odblaski? Pomijane. Kampanie uświadamiające? Znikome. A pieszy, który przebiegł na czerwonym dziś, zrobi to znów jutro – jeśli nie wie, dlaczego to niebezpieczne.
Bydgoski ITS i drony mogą dużo. Ale jeśli miasto nie zacznie inwestować w infrastrukturę i edukację, to jedyne, co się zmieni, to wysokość mandatów.
Wśród najbardziej „niebezpiecznych” punktów wciąż przewijają się te same lokalizacje:
ul. Wojska Polskiego – świeże przejście po likwidacji kładki,
skrzyżowanie Królowej Jadwigi z Focha – intensywny ruch tramwajowy i pieszy,
rejon Ronda Grunwaldzkiego – zmienne światła i kierowcy „łapiący ostatnią sekundę”.
W żadnym z tych miejsc nie doszło do tragedii tylko dzięki czujności ludzi. Ale szczęście nie jest strategią.
Akcje „Bezpieczny Pieszy” są potrzebne. Ale czy ktokolwiek – poza Policją – analizuje ich wyniki? Czy drogowcy, urbaniści, radni patrzą na te dane i mówią: „trzeba coś zmienić”?
Bo jeśli nie – to dron pozostanie jedynym, który faktycznie się przygląda.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze