Jak donosi Radio ESKA, na przystanku przy rondzie Grunwaldzkim kierująca autobusem linii 58 nie wpuściła starszego mężczyzny poruszającego się na elektrycznym wózku. Sprawa dotyczy codziennej dostępności komunikacji i budzi emocje pasażerów.
W Bydgoszczy, na przystanku przy rondzie Grunwaldzkim, doszło 26 maja do sytuacji, która poruszyła pasażerów. Tuż przed godziną 16:50 podjechał opóźniony autobus linii 58 w kierunku Smukały, obsługiwany przez firmę przewozową Mobilis. Kierująca pojazdem miała odmówić zabrania starszego mężczyzny, ponieważ poruszał się na elektrycznym wózku z kierownicą.
Według relacji świadka o imieniu Oskar, autobus z numerem bocznym B223 zatrzymał się, pasażerowie zaczęli wsiadać, a kierowczyni wyszła z kabiny i przeszła przez pojazd w stronę oczekującego mężczyzny na wózku. Miała jasno powiedzieć, że nie wpuści go do środka ze względu na to, że to wózek elektryczny. Mężczyzna — jak opisuje świadek — wyglądał na zdezorientowanego, a w tym czasie w środku robiło się coraz ciaśniej, bo ludzie zajmowali miejsca.
Kiedy pasażerowie zasłonili przejście, świadek usłyszał jeszcze zdanie, które podniosło temperaturę w pojeździe: „Tak państwo sobie usiądą, nie przejmują się, że nie mogę przejść, ja mam czas” — relacjonuje Oskar. Ten fragment obrazuje nastrój na przystanku lepiej niż długie wyjaśnienia. Incydent w autobusie w Bydgoszczy dotyczył nie tylko jednego pasażera, ale też tego, jak w praktyce działają procedury w godzinach popołudniowego szczytu.
To nie była sytuacja na uboczu trasy. Przystanek przy rondzie Grunwaldzkim to węzeł, przez który przewijają się setki osób w ciągu godziny, a linia 58 łączy centrum z osiedlami po stronie Brdy i dalej w stronę Smukały. Gdy jeden pasażer zostaje na peronie, widzi to tłum, a echo takich historii idzie dalej niż jeden kurs.
Jak informuje Zarząd Dróg Miejskich i Komunikacji Publicznej w Bydgoszczy, a właściwie — jak wynika z relacji opisywanej przez Eskę Bydgoszcz — do tej pory nie pojawiło się oficjalne stanowisko w sprawie zdarzenia. Również firma Mobilis, obsługująca tego dnia kurs, nie odniosła się na razie do opisanej sytuacji. Dla pasażerów oznacza to tyle, że wciąż czekają na jasną odpowiedź, jak w takich przypadkach postępują operatorzy miejskich linii.
Emocje są zrozumiałe, bo chodzi o codzienną możliwość dojazdu do lekarza, sklepu czy pracy dla osób korzystających z wózków. Gdy dochodzi do sporu przy wejściu do pojazdu, cierpliwość w kolejce do drzwi zamienia się w bezradne spojrzenia, a kurs odjeżdża z kimś, kto miał pojechać, ale został na peronie. Tyle faktów mamy dziś — i na tym etapie sprawy zostają pasażerowie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze