W Bydgoszczy Janusz Korwin-Mikke skrytykował przegłosowaną przez Sejm nowelizację ustawy o prawach pacjenta, zwaną "Lex Szarlatan". Mówił o jawnym rejestrze, przekierowywaniu stron i wysokich karach.
Bydgoszcz stała się miejscem ostrej krytyki przepisów nazywanych „Lex Szarlatan”. W centrum uwagi znalazły się trzy narzędzia zapisane w zmianach: jawny rejestr, możliwość przekierowania domeny internetowej oraz kary finansowe sięgające 1 mln zł. To rozwiązania dotyczące treści ocenianych jako „dezinformacja medyczna”.
W środę, 15 lipca 2026, Janusz Korwin-Mikke zabrał głos na konferencji prasowej poświęconej nowelizacji ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta. Podkreślał prawo dorosłych do wyboru sposobu leczenia i sprzeciw wobec rozszerzania kompetencji instytucji państwowych. „To przede wszystkim chory decyduje, u kogo chce się leczyć” — powiedział polityk, odnosząc się także do roli Izby Lekarskiej i sporów o metody terapii.
Wśród zastrzeżeń wobec nowelizacji pojawił się zarzut nieostrości pojęcia „niezgodnej z aktualną wiedzą medyczną”. Zwracano uwagę, że wiedza w medycynie zmienia się, a granica między hipotezą, krytyką wytycznych a rzekomą dezinformacją bywa cienka. Skutek? Urzędnik musiałby rozstrzygać spory naukowe, co rodzi pytania o zgodność z zasadą określoności prawa.
Kolejny punkt sporu to rozciągnięte uprawnienia Rzecznika Praw Pacjenta. Zmiany przewidują, że Rzecznik może uznać treści za dezinformację, wpisać podmiot do jawnego wykazu, nakazać przekierowanie domeny na stronę urzędu i nałożyć kary do 1 mln zł. Podnoszono, że tak daleka ingerencja w komunikację i dostęp do informacji powinna podlegać wcześniejszej, realnej kontroli sądu, a nie w przeważającej mierze trybowi administracyjnemu.
Mechanizm przekierowania — zamiast „klasycznej” blokady — praktycznie odcina użytkownikowi dostęp do spornych treści, a właściciela strony pozbawia możliwości kontaktu z odbiorcami. Taki środek, stosowany dotąd wobec serwisów hazardowych czy phishingowych, w tym wypadku dotyczy wypowiedzi i ocen medycznych.
Zwracano też uwagę na efekt mrożący. Sama groźba wpisu do jawnego wykazu i wysokich sankcji może zniechęcić do publicznej wypowiedzi osoby zajmujące się nauką, edukacją czy publicystyką — nawet gdy działają w dobrej wierze. W argumentacji przywołano gwarancje z art. 54 Konstytucji i art. 11 Karty praw podstawowych UE dotyczące wolności wyrażania poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.
Osobnym problemem ma być trwałość etykiety wynikającej z jawnego rejestru. Nawet jeśli podmiot później zostanie z wykazu wykreślony, szkoda wizerunkowa może pozostać. Podnoszono również, że decyzja Rzecznika ma być ostateczna w postępowaniu administracyjnym, a wpis i przekierowanie mogą zadziałać jeszcze przed pełnym rozpoznaniem sprawy — np. gdy nie uda się szybko ustalić adresu podmiotu.
Wreszcie, wskazano na ryzyko zmienności wykładni. Jeśli zmieni się kierownictwo organu lub polityka zdrowotna państwa, definicja „dezinformacji medycznej” może być interpretowana raz szerzej, raz węziej. To przepisy, które — jak argumentowano — powinny być odporne na wahania polityczne.
Janusz Korwin-Mikke zapowiedział działania po stronie środowisk prawicowych, wskazując na współpracę z partią Konfederacja Korony Polskiej oraz „konfederacją”. Jednocześnie przyznał, że arytmetyka sejmowa nie sprzyja zmianom: po tej stronie — jak mówił — jest około 30–40 posłów, a pozostali popierają rozwiązania państwa opiekuńczego.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze