Wspólne kontrole KAS, UOKiK i Inspekcji Handlowej wykazały wysoki odsetek niezgodności wśród importowanych rowerów elektrycznych. Sprawdzamy, co konkretnie badano i co z tego wynika dla kupujących oraz importerów.
Od 5 maja do 31 lipca 2025 r. sprawdzono importowane spoza UE rowery elektryczne. Funkcjonariusze i inspektorzy wzięli pod lupę 29 modeli, łącznie 1139 sztuk. Do sprzedaży nie dopuszczono 963 egzemplarzy, a zielone światło dostało łącznie 176 sztuk (część po poprawkach importera za zgodą IH). To duża skala.
W ujęciu proporcji to blisko 85 procent niezgodnych e‑rowerów.
Kontrole dotyczyły zgodności z przepisami unijnymi i bezpieczeństwa. Weryfikowano oznakowanie, w tym znak CE, kompletność i poprawność deklaracji zgodności, obecność instrukcji po polsku oraz dane producenta na produkcie. Sprawdzano również elementy zasilania, bo to one decydują o bezpieczeństwie użytkownika i otoczenia. Braki w dokumentach albo błędne oznakowania oznaczają, że produkt nie ma potwierdzenia spełniania wymagań. Taki towar nie trafia do sprzedaży — zatrzymanie następuje już na etapie odprawy.
Kto kupuje e‑rower w Bydgoszczy, powinien oczekiwać kompletu dokumentów i jasnego oznakowania. Jeżeli sprowadzasz sprzęt jako przedsiębiorca, odpowiedzialność za zgodność spoczywa na tobie — brak papierów to ryzyko kosztów i wstrzymania dostawy. Klucz to wybór sprawdzonych dostawców oraz weryfikacja oznaczeń i instrukcji w języku polskim przed zamówieniem. To prosty filtr, który oszczędza nerwy i pieniądze.
„Kupuj wyłącznie od sprawdzonych dostawców.” — apeluje Prezes UOKiK, Tomasz Chróstny.
Administracja skarbowa podkreśla, że pierwsza linia kontroli działa we współpracy z UOKiK i IH, tak aby niebezpieczny towar nie przedostawał się do obrotu. Jak zaznacza Zbigniew Stawicki, Zastępca Szefa KAS, dzięki temu „zatrzymujemy niezgodne produkty jeszcze na granicy”. Efekt jest wymierny: rynek i konsumenci zyskują ochronę, a uczciwi importerzy — równe zasady.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze